Link 11.05.2007 :: 22:24 Komentuj (1)
Dzień bez roweru dniem straconym ! A jak !
Wykorzystuję "przerwy" między opadami i wypuszczam się na krótkie (raczej) dystanse rowerem tu i tam, chociaż marzy mi się niewątpliwie coś dłuższego, np. wypad do Puszczy Kampinowskiej-tam dopiero można pokazać pełnię możliwości. I ta cisza.......
Czas szybko leci.
Idę spać, jutro 12-godzinny maraton na uczelni.
Link 02.05.2007 :: 15:08 Komentuj (1)
Siedze w pracy teraz i ukradkiem pisze, co slina na jezyk przyniesie. Uwierzcie ,ze teraz nie mam zbytnio duzo czas, by na net zagladac. Co prawda pracuje z komputerem, lecz ogranicza mnie to do modyfikacji zamowien, etc., i nie za bardzo moge siegac "dalej".
No ale ... Pojawilo sie w zyciu kilka niewiadomych. Moze nie az tak duzego pokroju, ale chce je wyjasnic mozliwie szybko [co tez zamierzam dzisiaj uczynic].
?
?
[Troche jeszcze ich jest...]
Link 25.04.2007 :: 06:57 Komentuj (2)
Pędzę, pędzę wciąż.. Jak i teraz.
Do przodu.
Zatrzyma mnie ktoś?
Link 22.04.2007 :: 20:08 Komentuj (1)
Siedze i rozmyslam...
Chcialbym gdzies wyjechac. Bez konkretnego celu, moze poszwendac sie pociagami po kraju. Ot, taki gigant po czesci zaplanowany, po czesci spontaniczny. Ale o ile teoria moze najsc nas w kazdej chwili, o tyle o realizacje trudniej juz. Wiadomo-fundusze i czas graja tutaj glowne skrzypce wspolnie. Szalona idea, ale moze kiedys uda mi sie ja zrealizowac... Who knows.
Moj amok ksiazkowy wciaz trwa. Dzien bez ksiazki dniem straconym. Zawsze, ilekroc gdzies jestem, mam ze soba co najmniej jeden egzemplarz do czytania. Dzisiaj tez: bylem na rowerze, ale przysiadlem sobie i poczytalem co nieco. Ksiazka sprawia, ze czesciowo przynajmniej ja wylaczam sie z tego swiata. Kiedy chlone tresc nastepnej strony, rownoczesnie tworza sie obrazy w mojej glowie, chociaz i tak nie do konca jasne, wyrazne, jakbym ja tego chcial. Nie raz trzeba sobie dopowiadac to i owo. Wlasne 3 grosze do czerpanych informacji.
Zaluje, ze zjazdy na mojej uczelni sa raz na dwa tygodnie. A co?! Fajne towarzystwo, szybko sie wkrecilem, nie przecze [samemu sobie]. Odpowiada mi to, ale szkoda, ze te piekne chwila tak krotko trwaja... Chyba jednak w czwartek uda sie nam znow gdzies wyjsc :-))) Po prostu morda mi sie cieszy !
Link 18.04.2007 :: 22:02 Komentuj (3)
Czyz to nie jest piekne? On przyjedzie do PL, a ja sobie bynajmniej tego nie odpuszcze ! Tak wiec jade prawdopodobnie. Moj Trance'owy Guru. I nie tylko moj ;-)
Ok., koniec euforyzowania sie...
Tak tylko chcialem...
A tak w ogole to uczynilem nastepny krok.
Link 15.04.2007 :: 22:40 Komentuj (2)
I znów zbieranina myśli...
Dlaczego przyjemniejsze chwile trwają tak krótko? A przynajmniej ja mam takie odczucie. Odczuwam pewną niesprawiedliwość pod tym względem. Ale co ja mogę przeciwko światu...
Niektózy znają moje horrorowe zamiłowania. Czytam i kolekcjonuję jednocześnie całą serię "Nekroskopu" Briana Lumleya. Drażniący jest fakt nieposiadania przy sobie kolejnego tomu. Kiedy kończy się jeden, stanowiący w istocie rzeczy część całej sagi, wtedy automatycznie chce się sięgnąć po następny, a tu... pustka. Przynajmniej na razie. Zamierzam uzbierać z czasem wszystkie 13cie tomów. Jednym zdaniem-brakuje mi książki.
Kiedy raz wpadnie się w jedno towarzystwo, w zasadzie nie chce się już go opuszczać. Zawsze stanowić to będzie swego rodzaju nowość, przynajmiej z początku. Między ludźmi zawiązują się takie, nie inne relacje. Bla, bla.
Sobotnia noc w "Bolku" - CUDO !
Link 13.04.2007 :: 09:20 Komentuj (3)
Dopiero jakieś pół godziny temu zorientowałem się, że dzisiaj "felerny" piątek, trzynastego. Cudzysłów dlatego, ponieważ nie jestem zabobonny i nie wierzę, że taka kompilacja przynosi jakiegoś pecha. A jeśli już kogoś rzeczywiście pech właśnie w tym dniu spotka, to widocznie tak miało właśnie być. Równie dobrze mogło to się stać w innym dniu.
Ogólnie to ujmę-zachodzi pewna zmiana w moim życiu. Pytanie tylko, czy na lepsze? Na razie ujawniać się nie będę, może z czasem...
Wczoraj z Kariną sobie zrobiliśmy rundkę po stolicy późnym wieczorem. I przyznać muszę: wieczorne przejażdżki rowerem mają swój urok. Co prawda człowiek ciut zmęcozny jest, ale za to jakie wrażenia. Trudno taką klimaterię opisać, przynajmniej mi, ale... Ale nie będę tłumaczyć. Po prostu sam spróbuj, Czytelniku, jeśli będziesz kiedy mieć okazję. I dziękuję za rowerowe towarzystwo, K. ;-)
Link 10.04.2007 :: 10:08 Komentuj (0)
Święta minęły.
Nie muszę wspominać, ale napiszę. To były jedne z najbardziej ponurych Świąt. TYLE W TYM TEMACIE.
Niewątpliwie wtorek mamy, a więc rychły powrót do codziennej egzystencji, jakby nie patrzeć. Chociaż...czytając opisy co niektórych osób na GG czy też TLENie dochodzi się do wniosku, że taka laba mogłaby wiecznie trwać. Ale nie. Ja tam się cieszę, że wracam do pracy. Lepsze to, niż przez dw abite dni ślęczeć za oknem i tępo wpatrywać się w szarugę dnia.
Dzisiaj też szaro, słyszę od czasu do czasu, jak kilka kropel zabębni o mój parapet.. Ruszyć się jednak trzeba, nie ma przebacz :-)
Sometimes try to smile even to your worst enemy."
Link 06.04.2007 :: 07:26 Komentuj (2)
I znowu wstałem po szóstej kilka minut. I oczywiście znów mam na popołudnie, jakżeby miało być inaczej. Lata wczesnego wstawania jednak robią swoje, organizm mój już automatycznie się wybudza. I to niezależnie od tego, czy jest wolny dzień, święto, czy też na drugą zmianę dopiero mam. Cóż...dawno z tym się pogodziłem już ;-)
Dwa dni do świąt, dwa dni w pracy jeszcze spędzę, ale nie narzekam. Dzieje się coś przynajmniej, nie siedzę w domu. Na rower teraz za bardzo nie wyjdę, bo coś podziębiłem się. Nie marudzę, ale pogoda tak szybko zmienia się, iż mało który organizm wyrabia się z dostosowaniem do aktualnej.
Apropos roweru: biorę się za stopniowe wymienianie części. Nie stać mnie na jednorazowy wydatek rzędu 500 zł., więc zaczynam od tego, co najtańsze i najłatwiej dostępne jest (na pierwszy ogień linki, pancerze i tylny hamulec). Cholera, już mi się marzą dalekodystansowe wyprawy ! :-) Kampinos na pewno.
Link 02.04.2007 :: 10:50 Komentuj (4)
Poniedziałkowe przedpołudnie. Wstałem z mocnym postanowieniem już z wczoraj, że i ja wysprzątam w końcu swoje cztery kąty. Wstyd się przyznać, ale gdzieniegdzie kurz zadomowił się już na dobre, kilkoma warstwami. Tak więc dzisiaj od 8mej rano ze ścierką latałem tu i tam. Przy okazji też trochę niepotrzebnych śmieci się wyrzuciło.
Od rana kontynuuję swój czas przemyśleń. "Trzyma" mnie już od wczorajszego wieczora, kiedy to leżąc już w łóżku i gapiąc się w sufit zastanawiałem się, jaki ja właściwie jestem.
Jestem już takim wrażliwcem, co to rozpamiętuje nawet drobne momenty swojego życia i równocześnie wyciągając z nich wnioski, robi sobie wyrzuty sumienia. Ok., powiecie, że każdy tak ma od czasu do czasu. Fakt, każdy, ale na swój sposób. Tak więc i ja na swój sposób to przeżywam. I nie będę się tu rozpisywać nie wiadomo na ile, ponieważ nie przywykłem do pisania osobistych wypracowań o sobie i swoim ego, swojej osobowości.
Zdarza mi się funkcjonować na zasadzie: "najpierw robię, potem myślę", czego częściej żałuję, niż by mi to miało przynosić jakieś korzyści. Kiedy za dużo na raz dzieje się wokół mnie, po prostu tracę orientację, gubię się.
Temu dzieciakowi we mnie tkwiącemu jako subiekt chwilami chciałbym pokazać nakaz eksmisji, ale nie mogę; to po prostu jest część mnie. A jeśli nie mogę już, to chciałbym DOROSNĄĆ. Dorosnąć, ponieważ chwilami jestem jak to duże dziecko.
Wiecie co? Mimo wszystko czuję, że czas większych przemian zbliża się coraz większymi krokami. AMEN !